Mój pierwszy cross duathlon

Z pewnością dla mnie to było niezapomniane przeżycie. Moja pierwsze impreza na której byłem sam i kompletnie nikogo nie znałem. Nie do końca w ogóle wiedziałem w co się ładuję, ale dzisiaj wiem, że tam wrócę bo było mega fajnie. Ale od początku…

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak to już jest ze mną, że jak coś polubię to wpadam po uszy 🙂 Gdzieś mi wyskoczyła reklama czy informacja na Facebook’u, że odbywa się w naszej gminie taka impreza. Rower i nogi mam to dam radę. Szybka decyzja i już jestem zapisany… W zasadzie nigdy nie startowałem w czymś takim i kompletnie nie wiedziałem jak podejść do tematu. Taktyka była jedna, byle do przodu i przetrwać 🙂 Kilka dni przed startem wybrałem się na wycieczkę rowerową, żeby zobaczyć czy jeszcze potrafię jeździć na rowerze, ale przede wszystkim poznać miejsce startu. Człowiek wtedy zawsze jest spokojniejszy. Podobnie dzień przed startem podjechałem wieczorem samochodem zapoznać się już z przygotowanym miejscem. Dużo nie zobaczyłem bo było oczywiście ciemno i strasznie lało. Od rana pogoda nie nastrajała do takich wyczynów. Szczególnie, że jeszcze niedawno raczej myślałbym o tym czy spać dalej na lewym czy prawym boku… A tutaj trzeba wstawać i do tego się jeszcze pomęczyć w taką pogodę. Na miejscu było sporo błota więc zapowiadała się niezła zabawa. Fajnie bo okazało się, że startuje też mój kolega z którym razem ścigaliśmy się jeszcze jako dzieciaki w kartingu – Jacek Henschke 🙂 Dystans był bardzo fajny składający się oczywiście z 3 etapów

  • 3km biegu
  • 12km rowerem
  • 4,5km biegu

Pogoda jednak znacznie utrudniała zabawę. Pamiętam, że jak wsiadałem na rower to pomyślałem sobie “ok, teraz trochę odpocznę”. Niestety nic bardziej mylnego. Trasa przebiegała niezłymi wzniesieniami, po śliskich liściach i miękkiej nawierzchni. W pewnym momencie, kiedy już ledwo żyłem wyjechaliśmy na długą prosta na otwartej przestrzeni. Oczywiście wiatr sypał ile wlezie prosto w pysk. Było jeszcze gorzej…

Kiedy kończyłem pętlę rowerową myślałem, że dalej to chyba zabiorę się spacerkiem. W takich momentach nieocenieni są kibice, a szczególnie ci nieoczekiwani i najbliżsi 🙂 Trzeba było trzymać fason… Zaczął się 3 etap, czyli 4,5km biegu. Wiedziałem, że w odróżnieniu od pierwszego etapu będzie bardziej trailowy ze stromymi podbiegami na dobicie. Na jednym z takich podbiegów stał, dopingował, wspierał i pomagał współorganizator, Józef Brandenburg, utytułowany biegacz o którym warto poczytać… Pamietam, że człapiąc pod górkę zawołałem Józek ile tych podbiegów jeszcze wymyśliłeś. Odpowiedź była mniej więcej taka – hmm już nie dużo, teraz w dół, później do góry, a potem znowu na dół i na koniec jeszcze po schodach w górę i w dół. Tylko uważaj bo są drewniane i bardzo śliskie… Wiecie jakie miałem już myśli? Pamiętam, że każdego kogo spotkałem z obsługi pytałem, ile jeszcze do końca. Każdy odpowiadał, że nie wie… hmmm 😉 Zmówili się czy co?

W końcu jakoś udało się dobiec do mety z czasem 1:37:10 zajmując 62 miejsce na 93 startujących. Ostatni nie byłem 🙂

  • Impreza organizacyjnie – rewelacja.
  • Atmosfera – super
  • Ludzie – genialni i przesympatyczni

GORĄCO KAŻDEMU Z WAS POLECAM

Pisząc teraz ten artykuł uruchomiły się w mojej głowie wspomnienia i przypomniałem sobie jaki byłem padnięty na mecie, a zarazem mega szczęśliwy, że dotrwałem. Koniecznie muszę tutaj wrócić i wystartować. Może uda się w 2019, a jak nie to z pewnością w 2020 roku. Ogromne podziękowania dla organizatorów i osoby zaangażowane w to przedsięwzięcie

  • GOSiR Dopiewo
  • Dyrektor GOSiR Dopiewo – Marcin Napierała
  • Józef Brandenburg

 foto: Fotografia Tomasz Szwajkowski

Jeżeli chcielibyście się zapisać to zapraszam na stronę organizatora Cross Duathlon Żarnowiec W tym roku zawody odbędą się 26.10.2019. Miłej zabawy Wam życzę jeżeli się zgłosicie 😀

Dodaj komentarz